Kamil Pivot

„KAM-RAP-POL”

Pivota znamy z płyty rodzinnej – rzadkiego tematu w środowisku rapowym. Tak, to ten, który unieśmiertelnił w polskiej liryce „pogodę na bluzę”. Także ta nowa płyta jest albumem koncepcyjnym. I składa się właśnie z opowieści inspirowanych polską biznesową nomenklaturą. Każdy utwór to inna branża, inny błyskotliwy pomysł. I każdy zmierza do opisu codzienności, która w przeciwieństwie do codzienności z innych rapowych utworów rzeczywiście mi się przytrafia.

Bartek Chaciński, Polifonia

Kamil z absolutnym luzem i prostotą bawi się słowami, jakby były to dla niego prozaiczne, codzienne czynności. Momentami aż ciężko uwierzyć, ile lirycznie da się wycisnąć z oczywistości tak, jak robi to Pivot. Wielu mainstreamowych raperów w Polsce mogłoby się zawstydzić, słuchając KAM-RAP-POL, a przełom maja i czerwca to moment wręcz idealny na ten krążek. Ciepło, słońce, klimat sączy się ze słuchawek dzięki funkowo-jazzowym, plastycznym bitom Urba, jest dobrze. Alternatywny tytuł: KAM-CLEAN, bo Kamil tą płytą pozamiatał.

Daniel Łojko, Filmawka.pl

Wokół nieistniejących nazw firm gospodarz wymyśla pomysłowe i niebanalne historie, z którymi sam czuję sporą więź. Tak, też kilka razy zastanawiałem się nad sensem naklejania na furę znaczków: „Zwolnij! Dziecko w samochodzie” i także stresuję się na myśl o wizycie u mechanika. Jako dziennikarz portalu internetowego wiem też, że nie postawię sobie na stole wydrukowanych odsłon. Proza życia? Nie, raczej: „Jakie życie, taki rap”. „KAM-RAP-POL” to album absolutnie błyskotliwy, szczery i zabawny.

Ignacy Puśledzki, Well PL

Jezu…słyszałam ten gniot w trójce i musiałam to pokazać mężowi, bo nie mogłam uwierzyć kto puszcza takie g…no w radio. Tekst o stukaniu w aucie, no niesamowicie inteligentny i przemyślany. Kwintesencja twórczości pokolenia Z. Zwykle nie komentuje, ale aż mi się ulało.

Magdalena R., YouTube

„Tato Hemingway”

Krążek, który składa ujmujący hołd zwyczajnemu życiu, wyjściom po chleb, mleko i do parku, rankom, gdy podopieczni nie pozwalają ci się wyspać, zimom opóźniającym wyjście z domu w nieskończoność, nieustannym pytaniom o wszystko.

Marcin Flint, Red Bull Muzyka

Hej, wreszcie jakaś prawda w krajowym hip-hopie – i to jaka niewygodna: o pieluchach, o zakupach, o trudnych rozmowach z dziećmi. (…) Krążyły ostatnio polskie hiphopowe płyty wokół świeżej w tej branży tematyki dziecięcej, ale dość nieśmiało – tutaj mamy tacierzyńską płytę od A do Z. 

Bartek Chaciński, Polifonia

Apoteoza zwykłej codzienności wielodzietnej rodziny. Album, w którym codzienne przeszkody pokonywane są z uśmiechem na twarzy, autor zamiast o czyste kicksy zamartwia się o czyste pieluchy, a poranne pobudki i aktywne weekendy z góry skreślają możliwość imprez i kaców.

Mateusz Natali, Popkiller

Już dawno nie słyszeliśmy w polskiej muzyce – nie tylko rapie – tak znakomitych pomysłów na teksty, tak zaskakujących skojarzeń i zdrowego dystansu do siebie.

Jacek Świąder, Gazeta Wyborcza

Całość albumu jest dobrze przemyślana, a zarazem sam Kamil rapuje z wielkim luzem. Stąd czasem trochę zafałszuje, coś nie do końca mu się zrymuje. Mogłoby więc być dużo lepiej, tylko czy jakby było inaczej, to robiłoby takie samo wrażenie? Bo siłą „Taty…” jest właśnie to, że tu wszystko jest nienahalne.

Michał Płociński, Rzeczpospolita, Plus Minus

Mało u nas tak radosnych, a zarazem rozsądnych wydawnictw, które nie mielą ogranych tematów, lecz poruszają ten zupełnie zmarginalizowany przez prymat szlaku „klub-hotel-burdel”.

Krzysztof Nowak, Dziennik

Materiał na pewno nietuzinkowy, chwytliwy w odbiorze i będący w zdecydowanej opozycji do obowiązujących trendów w rapie. 

Maciej Sulima, Popkiller

Płyta (…) szczera, zabawna, inteligentna… po prostu dobra. 

Ania Hofmanrytmy.pl